08.02.2010

List do Baroka (2)

Kontynuując opowieść o tygodniach minionych, Baroku Szanowny, chciałbym zauważyć, że w sumie Belfast to ma pecha. Bo na przykład jak ze znajomymi w Kraju Nadwiślańskim rozmawiam, to niektórzy na me stwierdzenie „a w Belfaście to czy tamto...” reagują dziwnym uśmiechem, mówiąc, że Belfast to im się z jednym kojarzy. W sumie fakt – Belfast, Bejrut, Bagdad, trzy wesołe miasta na B., no ale bez przesady. W sierpniu na przykład można było zobaczyć, że to miasto może mieć zupełnie inna twarz. Twarz miasta morskiego, miasta, skąd przecież wypłynął Titanic. Oczywiście, można się zastanawiać, czy nie wisi nad tym wszystkim jakaś klątwa, patrząc na losy tego statku, ale to temat na kolejną, zupełnie inną opowieść, zdecydowanie poza blogowanie wykraczającą.

Swoją drogą, jakiś dziwny styl mi wszedł. Notoryczne stawianie orzeczenia na końcu. Jak kurde Kołakowski w wykładach, phi.






No ale wracając do meritum. W sierpniu do Belfastu żaglowce przypłynęły. Wróć: w sierpniu do Belfastu przypłynęły żaglowce. Kilkadziesiąt pięknych okrętów, w tym także te z największych na świecie. Widok wypływającego z zatoki pod pełnymi żaglami portugalskiego Sagres najpierw wywołał szum zachwytów tłumu ludzi siedzącego na brzegach zatoki w Bangor, a potem, gdy statek powoli znikał na horyzoncie, wszyscy zaczęli klaskać. Wrażenie niesamowite.







Sama impreza w porcie w Belfaście to oczywiście klasyczny festyn pod patronatem. Tłumy ludzi, stoiska z żarciem z rożnych stron świata, tłumy ludzi, żaglowce przycumowane przy nabrzeżach – rejon Clarendon Dock dołączył do listy wymarzonych miejsc do zamieszkania, no ale jeszcze nie te progi..., tłumy ludzi, wesołe miasteczko z diabelskim młynem, tłumy ludzi i w sumie zadziwiająca jak na lato w Norn-Iron dobra pogoda.





Pamiętano też i o "Titanicu". Można było zwiedzić budynek dawnego biura projektowego stoczni H&W, zobaczyć arkusze planów legendarnego pasażerskiego liniowca, poczuć odrobinę tamtych czasów...





Wkrótce kolejna część wypominkowa, myślę, że też dorzuce jakieś story o Iris R., bo trochę smaczków się popojawiało. No i przy okazji też i o poważniejszych sprawach dziejących się w Northern Ireland.