Piekło, koszmar... - to słowa najczęściej powtarzane przez tych co przeżyli eksplozje i tych, którzy pomagali ratować ofiary. Wstrząśnięte były nie tylko Wyspy Brytyjskie, ale cały świat. Przecież podobno domowa wojna w Irlandii Północnej miała być już historią, IRA i lojaliści uzgodnili porozumienie, więcej – w maju takie porozumienie zaaprobowali mieszkańcy Irlandii Północnej w referendum. A jednak bomba wybuchła i zabiła niewinnych ludzi.
Jak do tego doszło? Dlaczego właśnie Omagh?
Zacząć trzeba od tego, że Porozumienie Wielkopiątkowe – czyli umowa która formalnie zakończyła „The Troubles” - północnoirlandzki konflikt trwający od blisko dwudziestu lat – przez radykałów z obu stron barykady uznawane było za zdradę. I trzeba przyznać, że znacznie więcej radykałów było po republikańskiej stronie. Chociaż IRA zawiesiła swoją zbrojną działalność, to część republikanów uważała, że należy zniszczyć ideę porozumienia, która uniemożliwia przecież realizacje celu – odzyskania całej Wyspy. Tak narodziła się Prawdziwa IRA, czyli RIRA. A jedną z metod walki miały być znane już z historii samochody – pułapki.
Taki samochód miał właśnie eksplodować przed gmachem sądu w Omagh. W miasteczku, w którym przez lata trwania ulsterskiej wojny domowej panował wyjątkowy jak na te czasy spokój, gdzie społeczność katolicka i protestancka całkiem dobrze ze sobą żyły.
Ostatecznie vauxhall cavalier – czyli brytyjska wersja starego opla vectra – został zaparkowany i eksplodował nie przed sądem, ale na handlowej ulicy. I co ciekawe, do dzisiaj nikt nie został za tę wstrząsającą zbrodnię skazany...
Dramat pomyłek
Czego udało się dowiedzieć śledczym? 13 sierpnia vauxhall zostaje skradziony w Carrickmacross w Republice Irlandii. Sprawcy przykręcają mu tablice rejestracyjne skradzione z auta z Irlandii Północnej, wypełniają go 250 kilogramami materiałów wybuchowych i jadą do Omagh. Celem ma być budynek sądu, jednak nie mogą znaleźć miejsca do parkowania w pobliżu. Zostawiają więc auto na handlowej Lower Market Street. W sobotę trzykrotnie odnotowano telefony ostrzegające przed zamachem. O 14.32 ktoś zadzwonił do redakcji Ulster Television. - Bomba, Omagh, budynek sądu, Main Street, ładunek 500 funtów, 30 minut do eksplozji – usłyszano w słuchawce. Chwilę później zamachowiec zadzwonił ponownie, mówiąc „15 minut”. Telefon o bombie na głównej ulicy Omagh 200 metrów od sądu otrzymali też pracownicy ośrodka charytatywnego w Coleraine. Powiadomiono policję, lecz tu zaczął się jakby kolejny akt dramatu. W Omagh nie ma bowiem ulicy o nazwie Main Street, a funkcjonariusze nie mieli pojęcia, o którą „główną ulicę” w miasteczku może chodzić. W efekcie, chcąc oddalić przechodniów od budynku sądu kierowali ruch w rejon, gdzie stał samochód – pułapka...
Zginęli...
Na miejscu eksplozji lub krótko potem w szpitalu życie straciło dziewięcioro dzieci, czternaście kobiet i sześciu mężczyzn. Zgineli katolicy, protestanci, mormoni. Brytyjczycy, Irlandczycy i turyści z Hiszpanii. Dwunastoletni James Barker rok przed zamachem przeprowadził się z rodziną z Anglii do irlandzkiego Buncrana. Zginął razem z trzema kolegami z tej miejscowości. Chłopcy byli na wycieczce w American Folk Park, a potem wybrali się na zakupy. Ich opiekunka – zakochana w Irlandii hiszpańska studentka Rocio Abad Ramos oraz jej rodak, 12-letni Fernando Blasco Baslega, który też był na wycieczce – również ponieśli śmierć. Siostra Fernando przeżyła, została ciężko ranna. Breda Divine miała 20 miesięcy, kiedy zginęła w Omagh. Jej matka przeżyła, sześć tygodni walcząc w śpiączce ze śmiercią z poparzeniami ponad połowy ciała. Estera Gibson, 36-letnia nauczycielka w szkółce niedzielnej i pracownica jednej z fabryk odzieżowych trzy miesiące wcześniej zaręczyła się. Zmarła od ran głowy. Mary Grimes obchodziła akurat 66 urodziny. Wybrała się na zakupy razem z córką Avril Monaghan i wnuczką Maurą. Wszystkie zginęły. Avril była w ciąży. Za dwa miesiące miała urodzić bliźniaki. Maura miała 18 miesięcy, była najmłodszą ofiarą zamachu. Frederick White, cieszący się życiem na emeryturze 60-latek, zginął razem ze swym synem Bryanem podczas zakupów. Eksplozja zabiła pracujące w sklepach kobiety, przechodniów, klientów. Każda ofiara to opowieść o rozpaczy rodziny, bólu i łzach – i w każdej takiej opowieści pada pytanie „dlaczego?”
Pytania bez odpowiedzi
Przerażające jest to, że nie ma odpowiedzi na to pytanie. Nie zaprzestano budowy procesu pokojowego. Zresztą trudno byłoby przypuszczać, że ktoś mógłby po takiej masakrze sympatyzować z radykalnymi republikanami. Pierwszy raz w historii właśnie po bombie w Omagh Sinn Fein oficjalnie potępiło stosowanie siły przez zwolenników republiki. Ponurą ironią historii okazało się to, że zamach, który wprowadzić miał destabilizację, okazał się impulsem do odłożenia broni. Również ponurym jest fakt, że przez dekadę rodziny ofiar nie dowiedziały się, kto zabił ich najbliższych. Colm Murphy, dziś 56-letni były członek paramilitarnych bojówek republikańskich, jedyny skazany za spisek w celu przeprowadzenia zamachu, został oczyszczony w procesie apelacyjnym. Jego sprawa – pełna kontrowersji zarówno jeśli chodzi o zachowanie śledczych, którzy mieli fałszować zeznania, jak i samego podejrzanego, który odmawia zeznań tłumaczyć się utratą pamięci po wypadku samochodowym - ma być ponownie rozpatrzona w październiku tego roku.
Dzisiaj zaś w Omagh odsłonięty zostanie specjalny pomnik, poświęcony tym, których życie przed dziesięciu laty zostało zniweczone w zupełnie bezsensowny sposób. - Pamiętam ulicę przed szpitalem zupełnie zakorkowaną samochodami wiozącymi rannych, auta stały zderzak przy zderzaku – mówił wczoraj w jednym z programów poświęconych tragedii lekarz, który pracował przy akcji ratowniczej. - Pomyślałem, że nie jestem w stanie pojąć tego, jak można wyrządzić taką zbrodnię własnemu narodowi...
Tekst ukaże się także na portalu www.linkpolska.com.
14.08.2008
13.08.2008
Takie tam i inne
Co jakiś czas w zatoce przed Bangorem pojawia się okręt wojenny. Wrażenie jest dość ciekawe, kiedy nagle patrzy się za okno i widzi się, jak artyleria tego kutra celuje akby w naszą stronę... Generalnie sam widok nawet tej małej, ale dość groźnej pływającej maszynki do zabijania jest dość złowieszczy...

Inna rzecz, gdy przed kamienicą zaparkuje coś takiego:

I kilkanaście już podobnych tu na drogach i ulicach widziałem. No, ale nie sądzę by dla ich posiadaczy byłby to tzw. pierwszy samochód. I mimo, że leje tu w to lato dość konkretnie - co jak mówią miejscowi nie jest żadnym wyjątkiem, a raczej regułą, to kabriolety generalnie są popularne. Po prostu takie przelotne deszcze - dla nas zjawisko upierdliwe - oni mają raczej w pompie.
Podobnie w pompie troszkę - no, przynajmniej tu w mojej wiosce - mają Igrzyska w Pekinie. To znaczy BBC daje co prawda transmisje - oczywiście wybór dyscyplin jest specyficzny, chociaż może nie specyficzny, a uwzględniający te dyscypliny, gdzie Team GB ma szanse na medale i w odróżnieniu od naszych nisko latających Orzełków te medale zdobywa. Zobaczyć więc można dużo skoków do wody, gimnastyki, jeździectwa, no i wioślarstwo, wioślarstwo i wioślarstwo. Było też kolarstwo, trochę hokeja na trawie i śladowe ilości pozostałych dyscyplin. No i tak nazbierali już troszkę medali. Polska zaś zasługuje na cud.

Inna rzecz, gdy przed kamienicą zaparkuje coś takiego:

I kilkanaście już podobnych tu na drogach i ulicach widziałem. No, ale nie sądzę by dla ich posiadaczy byłby to tzw. pierwszy samochód. I mimo, że leje tu w to lato dość konkretnie - co jak mówią miejscowi nie jest żadnym wyjątkiem, a raczej regułą, to kabriolety generalnie są popularne. Po prostu takie przelotne deszcze - dla nas zjawisko upierdliwe - oni mają raczej w pompie.
Podobnie w pompie troszkę - no, przynajmniej tu w mojej wiosce - mają Igrzyska w Pekinie. To znaczy BBC daje co prawda transmisje - oczywiście wybór dyscyplin jest specyficzny, chociaż może nie specyficzny, a uwzględniający te dyscypliny, gdzie Team GB ma szanse na medale i w odróżnieniu od naszych nisko latających Orzełków te medale zdobywa. Zobaczyć więc można dużo skoków do wody, gimnastyki, jeździectwa, no i wioślarstwo, wioślarstwo i wioślarstwo. Było też kolarstwo, trochę hokeja na trawie i śladowe ilości pozostałych dyscyplin. No i tak nazbierali już troszkę medali. Polska zaś zasługuje na cud.
4.08.2008
Bigbrazer
Polskie edycje tego programiku to małe miki w porównaniu z panoptikum osobliwości, które mogą sobie oglądać telepatrzacze na Wyspach Brytyjskich. Nie wiem która to edycja - podobno trochę już tu było Bigbrazerów, i odwrotnie niż w PL nie zdechły po trzeciej edycji. Swoją drogą, jest też polski element w brytyjskich BB - kilka miesięcy temu Brytole mieli niezły ubaw, kiedy ichniejsze tabloidy doszły do tego, że w TVN Lingua leci brytyjska edycja BB. W sumie w tym wypadku na dwoje babka wróżyła - rzeczywiście, trudno uznać język, którym posługują się mieszkańcy domku Wielkiego Brata za oksfordzką angielszczyznę, ale rzeczywiście prezentują oni taki angielski, jak w zasadzie na codzień słyszy się na ulicy. To znaczy na ulicach tamtej wyspy. Tutaj mówią jeszcze gorzej :)
Wracając do aktualnej edycji BB ileśtam na Wyspach. Jest kilka postaci, które są doprawdy niepowtarzalne. Na przykład albinos o twarzy z komiksu - zastanawiam się, z jakiego regionu UK pochodzi, bo bałbym się tam jechać, jakby ich było więcej. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem.
Chinka. Tutejsze "wielorybki" to przy niej prawie modelki z paryskich wybiegów. Chinka mówi po angielsku z takim akcentem, że gdy pierwszy raz ją usłyszałem, to prawie zawyłem ze śmiechu. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem. Jest też ... niewidomy chłopak. Z wyglądu przypomina Marka Grechutę. Z tym, że Marka Grechutę tak gdzieś góra dwa tygodnie przed zejściem. Do tego trochę chyba cofnięty jest... Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem.
Ostatnio - tydzień po tygodniu - wyszła z domku para ... Aaaa... zapomniałbym, było jeszcze lokalne wydanie Sylwestra Stallone wraz z małżonką. Małżonka siedzi jeszcze w domu, "Sly" wylazł. ... wracając do przerwanej myśli - wyszła para. najpierw ona, potem on. Ona wyraźnie chciała go dosiąść nawet na wizji, on troszku się wzbraniał. Ale tylko troszku, bowiem dzisiaj na okładce jednego z brukowców znalazłem takie oto story. Prawda, że ślicznie i ładnie wyglądają :)
Nie mogłem się powstrzymać i napisałem całą tą historyjkę tylko po to, by pokazać, ile jeszcze lat świetlnych dzieli polskie brukowce od brytyjskich. W przypadku innych rodzajów mediów przepaść jest podobna, albo i większa - bo od zbierania sensacji i walenia po oczach takimi właśnie historiami są brukowce właśnie, zaś rzetelna informacja to inne pole - niestety upłynąć musi jeszcze sporo wody w Wiśle, by Polacy dostali informacje, a nie kreowaną rzeczywistość. Obojętnie przez kogo i w jaki sposób. Oczywiście, Brytole też nie są idealni, ale różnica jest mniej więcej taka jak między polską a angielską piłką nożną. Niby to samo, ale jednak zupełnie co innego.
Wracając do aktualnej edycji BB ileśtam na Wyspach. Jest kilka postaci, które są doprawdy niepowtarzalne. Na przykład albinos o twarzy z komiksu - zastanawiam się, z jakiego regionu UK pochodzi, bo bałbym się tam jechać, jakby ich było więcej. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem.
Chinka. Tutejsze "wielorybki" to przy niej prawie modelki z paryskich wybiegów. Chinka mówi po angielsku z takim akcentem, że gdy pierwszy raz ją usłyszałem, to prawie zawyłem ze śmiechu. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem. Jest też ... niewidomy chłopak. Z wyglądu przypomina Marka Grechutę. Z tym, że Marka Grechutę tak gdzieś góra dwa tygodnie przed zejściem. Do tego trochę chyba cofnięty jest... Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem.
Ostatnio - tydzień po tygodniu - wyszła z domku para ... Aaaa... zapomniałbym, było jeszcze lokalne wydanie Sylwestra Stallone wraz z małżonką. Małżonka siedzi jeszcze w domu, "Sly" wylazł. ... wracając do przerwanej myśli - wyszła para. najpierw ona, potem on. Ona wyraźnie chciała go dosiąść nawet na wizji, on troszku się wzbraniał. Ale tylko troszku, bowiem dzisiaj na okładce jednego z brukowców znalazłem takie oto story. Prawda, że ślicznie i ładnie wyglądają :)
Nie mogłem się powstrzymać i napisałem całą tą historyjkę tylko po to, by pokazać, ile jeszcze lat świetlnych dzieli polskie brukowce od brytyjskich. W przypadku innych rodzajów mediów przepaść jest podobna, albo i większa - bo od zbierania sensacji i walenia po oczach takimi właśnie historiami są brukowce właśnie, zaś rzetelna informacja to inne pole - niestety upłynąć musi jeszcze sporo wody w Wiśle, by Polacy dostali informacje, a nie kreowaną rzeczywistość. Obojętnie przez kogo i w jaki sposób. Oczywiście, Brytole też nie są idealni, ale różnica jest mniej więcej taka jak między polską a angielską piłką nożną. Niby to samo, ale jednak zupełnie co innego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)