9.07.2008

A na skale stoi zamek...

Pojechał do Carrickfergus - poniekąd w celach zawodowych, ale też znalazł też chwilę, żeby zobaczyć to miasteczko z bliska. Z bliska, bo z daleka widzimy je codziennie - znajduje się prawie dokładnie naprzeciwko Bangoru, po drugiej stronie Zatoki. Zresztą ta zatoka - dzisiaj nazywana belfastcką (belfasccką? belfastową? ktoś wie jaka jest poprawna forma, bo zdziczałem)- jeszcze do XVII wieku nosiła nazwę Carrickfergus Bay. Samo miasto było też większe od Belfastu (ten rozwinął się w podobnych czasach i podobnym tempie jak nasza Łódź, tylko że wbrew pozorom to właśnie w Belfaście dominował przemysł stoczniowy, a w Łodzi włókienniczy), dzisiaj jednak to niewielkie miasteczko - ze wszystkimi przyległościami jakieś 22 tysiące mieszkańców.
Ma za to zamek, stojący na nabrzeżnej skale. I do tego jest on starszy od gotyckich murów mojego miasteczka, a jego historia kilkukrotnie łączy się z losami Anglii i Irlandii - tu można trochę o tym przeczytać. Jutro zresztą w całej Irlandii Północnej świętowane będzie zresztą zwycięstwo protestantów nad katolikami w Bitwie pod Boyne, do którego pierwszy krok Wilhelm Orański uczynił przybijając do irlandzkiego brzegu właśnie w Carrickfergus. Dzisiaj stoi w tym miejscu - tuż przy zamku - mały pomniczek władcy.
Sam zamek byłby idealną scenografią do wystawienia Hamleta - nie jestem zresztą pewien czy czasami nie odbywają się tu właśnie plenerowe spektakle tego właśnie szekspirowskiego dzieła. Surowe mury z bloków jasnego kamienia, w dole morze... Zupełnie inny gotyk. Do tego współcześnie bardzo umiejętnie zaadaptowano zameczek na potrzeby zwiedzających. Na blankach, w lochach, komnatach i innych zakamarkach fortecy poustawiano figury postaci z różnych epok z odpowiednim wyjaśnieniem ich roli w historii.

I tak obok osiemnastowiecznych artylerzystów przygotowujących się do salwy mamy też średniowiecznego angielskiego króla Jana siedzącego... w miejscu, dokąd król piechotą chadza. W sumie - lekka łatwa i przyjemna lekcja historii.

Obok zamku Carrickfergus może się poszczycić jednym z najstarszych kościołów w całej Irlandii. Świątynia pw. Św. Mikołaja zbudowana została około 1180 roku. Oczywiście, przechodziła potem rózne zakręty historii, niszczyły ją pożary, odbudowywano ją na nowo, jednak widać, że to mocno średniowieczny budynek. Na jednej z kolumn widać ślady po ostrzach mieczy, które wychodząc z kościoła... ostrzono o kamień. Zachowało się tez małe wąskie okienko, przez które słuchali mszy i przyjmowali komunię trędowaci z pobliskiej kolonii. Ciekawy jest też sam plan budowy kościoła. Niby postawiono go na planie krzyża, ale jednak główna oś jest minimalnie skrzywiona. Jak wytłumaczył przemiły pastor, który oprowadza turystów po kościele, tak właśnie średniowieczni budowniczowie pokazywali, że Jezus, umierając na krzyżu, zwrócił głowę w jedną stronę. A zupełnym zaskoczeniem dla mnie była ścienna płaskorzeźba, gdzie dziecięce główki mają wyrzeźbione przebijające się ząbki...

A dzisiaj wieczorem będzie tu bardzo wesoło. Zaczyna się świętowanie wspomnianej wiktorii pod Boyne. Będą ogniska. Bardzo specyficzne ogniska. Na jednym z przygotowanych w Bangorze już łopocze na szczycie flaga Eire. Podobno zdarzają się też papieskie kukły. Generalnie zły to moment by chwalić się Janem Pawłem II ;) Jutro zaś parady oranżystów. Największe odbędą się w odległym o kilkanaście mil Portavogie, gdzie uczestniczyć ma w nich około 10 tysięcy ludzi. No, ale to jutro.

2.07.2008

B jak Belfast (2) oraz inne inności

Znów udało się wyskoczyć do Belfastu. To miasto nie przypomina mi żadnego z wcześniej widzianych. Gdzieś przeczytałem opinię, że Belfast jest podobny do miast Skandynawii. Kolega Ryh pokazywał mi zdjęcia Bergen, sam byłem w Helsinkach i doprawdy, za bardzo mi to się nie łączy jakoś. Ale oczywiście - ocena subiektywna. Może Gdynia, gdyby ją zacząć hodować na sterydach, byłaby trochę podobna?... Nie mam pojęcia...
W każdym razie mnóstwo kontrastów. W środku miasta kompletnie zrujnowana uliczka a obok cudownie wymyślony skwer poetów. A te wszystkie kontrasty pływają sobie w zupie czerwonej cegły, szkła, piaskowca, zieleni i chmur znad morza. A jeśli dołożyć do tego specyficzny naród, to w ogóle robi sie ciekawie.
Zajrzałem do XIX wiecznego pubu - który znajduje się naprzeciwko hotelu Europa, najczęstszej ofiary zamachów bombowych w historii The Troubles połaziłem po bocznych uliczkach. I zupełnie nic nie wiem o tym mieście. I czuję, że kiedy przemknę po przedmieściach będę jeszcze głupszy..
Poza tym Oranżyści ćwiczą już przed 12 lipca. Parada przeszła sobie pod naszymi oknami. I wszyscy byli tacy śmiertelnie poważni. A 12 lipca będzie dopiero się działo...


1.07.2008

B jak Belfast, T jak Titanic

Wybraliśmy się na wyprawkę do Belfastu. Pociągiem. I zjadła mnie zazdrość o to, co po szynach jeździ w Ulsterze. Nie jest to żaden TGV, bo na 20 milowej trasie nie ma się jak rozpędzić przecież - zwłaszcza, że przystanków jest kilka. Ot, z wyglądu taki zwykły "tramwaj". No ale oby takie jeździły chociaż między moim gotyckim miasteczkiem a sąsiednim Brombergiem... Albo żeby chociaż stacje tak wyglądały... W Belfaście w przejściu między peronami a halą dworcową na podłodze rozłożony jest dywan. To taki jeden z drobnych szczegółów różniących PKP od NI Railways...
W Belfaście poszliśmy szukać śladów Titanica.

To tutaj, w stoczni Harland and Wolff zwodowano najsłynniejszy statek świata oraz dwóch jego o wiele mniej znanych braci. Tylko jeden statek z tej trójki - RMS Olympic - miał szczęście "umrzeć śmiercią naturalną" - co nie znaczy, że uciekł zupełnie przed pechem, prześladującym jego "rodzeństwo".
Zastanawiałem się, chodząc po wielkich, opuszczonych stoczniowych terenach - do 2012 powstać tam ma Titanic Quarter, wielkie nowoczesne osiedle mieszkaniowe - jak przed stu laty wyglądało to miejsce. Jak wyglądało codzienne życie tych tysięcy portowych robotników, którzy jak się dzisiaj okazało, wbijali za słabe nity - trzy miliony nitów i mnóstwo potu - w blachy poszycia gigantycznego statku. Jak przebiegał dzień w tej gigantycznej fabryce statków. Wielkie gmachy z czerwonej cegły, hałas, łomot młotów, smród smarów, dymy ognisk... Musiało być iście piekielnie. Dzisiaj po zagruzowanych polach hula wiatr.

Ogrom Titanica zaczyna docierać, kiedy stoi się w pobliżu wielkich dźwigów - Dawida i Goliatha - pod którymi zmieścił sie tylko kadłub i nadbudówki tego statku. Kominy dobudowano do końca już po zwodowaniu.
Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że z Titanikiem mieliśmy podobną historię, co z Wieżą Babel. Morzu rzucono wyzwanie. Morze w pierwszej wyprawie zabrało "niezatapialny" statek. Zastanawiam się, co myśleli ci wszyscy, którzy pracowali przy budowie Titanica, kiedy dotarły do nich 16 kwietnia gazety...
Śladami Titanica jeszcze pochodzimy, więc kolejne odcinki nastąpią.