03.02.2011

Chłopak z Cregagh

No i kupił ktoś mieszkanie, gdzie dorastał George Best. Poszedł za niecałe 100 tysięcy, chociaż ponad dwa lata temu wystawiono go na sprzedaż za 165 tysięcy funtów. Z punktu widzenie rynku nieruchomości, to wydaje mi się, że nawet 100k funtów to jest cokolwiek za dużo za taki domek.



Nie domek w zasadzie, ale trzypokojowe mieszkanie (tzn trzy sypialnie, salon, kuchnia, łazienki) rozłożone na dwóch poziomach w czerwonoceglanym szeregowcu z lat 50. XX wieku. Kiedyś mówiono o tym, by w tym domu urządzić muzeum George Besta. Na planach się jak na razie skończyło. Do tego jeszcze niedawno zamalowany został mural na początku Woodstock Road, mural, na którym George Best witał wjeżdżających do jego dzielnicy... Jak na piątą rocznicę śmierci (25 listopada 2005), to dość słabo z szacunkiem miejscowych do swojej legendy...

A Best mógłby być najlepszym piłkarzem w dziejach. Niestety, zmarnował talent i życie w alkoholowym nałogu. Urodził się 22 maja 1946 roku. Ojciec pracował w stoczni, matka w fabryce papierosów. Mały Georgie, chociaż wychowywał się w raczej skromnych warunkach – jego matka walczyła z chorobą alkoholową, nie miał problemów z nauką. W wieku 11 lat po zdanych egzaminach trafił do cieszącej się wysoką renomą Grosvenor High School. Tak jednak pojawił się problem. Szkolnym sportem było rugby, Georgie zaś od momentu, kiedy tylko zaczął dobrze chodzić, zaczął też kopać piłkę. Szybko więc przeniósł się do Lisnasharragh Secondary School, gdzie spotkał się ponownie z kolegami z „podstawówki” i mógł skoncentrować się na futbolu.

George obijał ceglastoczerwone ściany we wschodnim Belfaście. Mijały miesiące. Młody Best postanowił spróbować dostać się do lokalnego piłkarskiego klubu, by przekonać się , czy jego umiejętności pozwolą mu się odnaleźć w świecie zawodowego futbolu. W Glentoran Belfast usłyszał jednak od piłkarskich skautów, że jest za mały, za chudy i na piłkarza to się raczej nie nadaje. Kopał więc dalej piłkę na ulicy.

I wtedy zdarzyło się coś na kształt cudu. W Belfaście zaczął działać Bob Bishop, skaut Manchesteru United. Któregoś dnia na ulicy zobaczył niewysokiego chłopaka, który wyczyniał niesamowite sztuczki kopiąc … tenisową piłeczkę. Następnego dnia zobaczył, jak George radzi sobie z normalną futbolówką. A potem wysłał telegram do legendarnego managera „Czerwonych Diabłów” Matta Busby: „Myślę, że znalazłem Ci geniusza”. Manchester United od razu podpisał umowę z młodym Georgem.

Georgie pojechał na dwutygodniowe testy do Manchesteru. Uciekł z nich po dwóch dniach, nie mogąc wytrzymać tęsknoty za domem. Busby zdążył się jednak zorientować, że w jego ręce wpadł prawdziwy diament. Zadzwonił więc do Besta – seniora i zdołał w ten sposób przekonać George`a by wrócił na Old Trafford. Tam trafił do ciężkiej szkoły zawodowego futbolu: obok codziennych wyczerpujących treningów jego obowiązkiem było też czyszczenie butów piłkarzy z pierwszego składu. To jednak skończyło się dość szybko.

14 września 1963 roku, w wieku 17 lat George zadebiutował w podstawowej jedenastce Manchesteru United w meczu przeciwko WBA. Ponownie wyszedł na boisko 28 grudnia i wtedy też strzelił pierwszą bramkę w wygranym meczu 5-1 z Burnley. Od tego czasu grał coraz częściej w pierwszym składzie, kończąc debiutancki sezon z 26 występami i sześcioma golami. Jak na 17-latka – co najmniej imponująco.

W drugim sezonie gry w Manchestrze George mógł się już cieszyć z tytułu Mistrza Anglii. A zwycięstwo w lidze oznaczało walkę w Pucharze Mistrzów. W 1966 roku dwudziestoletni George strzelił w ćwierćfinale Pucharu Europy dwie bramki portugalskiej Benfice. Portugalska prasa ochrzciła wtedy długowłosego – cóż, Georgie podążał za modą – piłkarza mianem piątego Beatelsa. To wtedy też narodził się Best – celebryta, ale o tym później, na razie skupmy się na jego piłkarskiej karierze zanim nie zaczęła jej niszczyć właśnie ta celebrycko – imprezowa część Bestowskiego charakteru.



Sezon 1966/67 był jeszcze lepszy. United znów wygrali ligę, a u stóp Besta leżała futbolowa Europa. Man Utd rok później zdobył Puchar Europy. Gol Besta przypieczętował finałową wygraną 4-1 nad Benficą. Piłkarz został wybrany Graczem Roku w Europie oraz w lidze angielskiej. Georgie miał 22 lata, był niekwestionowanym bogiem futbolu. I wtedy zaczął się jego upadek.

Na początku przyjmowano z lekkim przymrużeniem oka lub jako oczywistość to, że młody, piekielnie zdolny i przystojny chłopak lubi się zabawić. Problem w tym, że przeskok z przaśnego, robotniczego Belfastu do świateł wielkich miast, pierwszych stron gazet, pięknych kobiet i wystawnych przyjęć okazał się dla George`a zabójczy. Charyzmatyczny, dobrze czujący się „na salonach”, szybko zyskał ogromną popularność. A jednocześnie zaczął powoli rozmieniać swój wielki talent na drobne. „Gdyby nie pił, byłby lepszy ode mnie” – powiedział kiedyś Pele.


Władze klubu z Old Trafford długo patrzyły przez palce na pozaboiskowe ekscesy Besta. Dzięki jego bramkom (w 470 występach 179 goli) klub utrzymywał się w ligowej czołówce, ale powoli miarka się przebrała. Kiedy George zniknął na kilkanaście i dni i odnalazł się na… popijawie z francuskimi rugbistami, cierpliwość władz klubu się skończyła. W wieku 27 lat, czyli w najlepszym czasie dla piłkarza, odszedł z Manchesteru. „Ciemna strona mocy” zaczynała brać górę.

W jednym z wywiadów Best opowiadał o swoim ulubionym filmie. Był to „Charlie Bubbles” z Albertem Finneyem w głównej roli. Finney gra tam bezkompromisowego, ostro pijącego pisarza, który nie może poradzić sobie ze sławą i oczekiwaniami otoczenia. Best szczególnie lubił finałową scenę, kiedy bohater wsiada do balonu, odcina linę i rozpływa się na tle błękitnego nieba. „Czysta ucieczka, odwrócenie się plecami od wszystkiego, od świata…” – mówił dziennikarzowi. Best uciekł w alkohol, a ta ucieczka zakończyła się dla niego tragicznie.

Dalsza piłkarska kariera „Chłopca z Belfastu” to lista wielu klubów, gdzie narastający alkoholizm wygrywał z jego talentem. Jewish Gold w RPA, Celtic Cork w Irlandii, Fulham w Anglii, trzy kluby w USA, Hibernians w Szkocji, na koniec kariery Bornemouth w Anglii i jeszcze australijskie Brisbane. To lista pasująca bardziej do piłkarskiego wyrobnika niż do piłkarza, który mógłby być najlepszym w dziejach. Mógłby, gdyby…



Jednym z najbardziej znanych cytatów George Besta są słowa: „Wydałem mnóstwo kasy na wódę, panienki i szybkie samochody. Resztę po prostu przepuściłem”. Zamiast piłkarskiej sławy zyskał legendę podobną do tych otaczających zmarłych młodo gwiazdorów rocka. Kiedy umarł 25 listopada 2005 roku, płakał cały Belfast. Dwa lata po śmierci magazyn GQ uznał go za jednego z 50 najbardziej stylowych mężczyzn ostatniego półwiecza. Dla wielu pozostał symbolem niezrealizowanych szans.



A zniknięcie muralu też trochę symboliczne było...

Brak komentarzy: