04.08.2008

Bigbrazer

Polskie edycje tego programiku to małe miki w porównaniu z panoptikum osobliwości, które mogą sobie oglądać telepatrzacze na Wyspach Brytyjskich. Nie wiem która to edycja - podobno trochę już tu było Bigbrazerów, i odwrotnie niż w PL nie zdechły po trzeciej edycji. Swoją drogą, jest też polski element w brytyjskich BB - kilka miesięcy temu Brytole mieli niezły ubaw, kiedy ichniejsze tabloidy doszły do tego, że w TVN Lingua leci brytyjska edycja BB. W sumie w tym wypadku na dwoje babka wróżyła - rzeczywiście, trudno uznać język, którym posługują się mieszkańcy domku Wielkiego Brata za oksfordzką angielszczyznę, ale rzeczywiście prezentują oni taki angielski, jak w zasadzie na codzień słyszy się na ulicy. To znaczy na ulicach tamtej wyspy. Tutaj mówią jeszcze gorzej :)
Wracając do aktualnej edycji BB ileśtam na Wyspach. Jest kilka postaci, które są doprawdy niepowtarzalne. Na przykład albinos o twarzy z komiksu - zastanawiam się, z jakiego regionu UK pochodzi, bo bałbym się tam jechać, jakby ich było więcej. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem.
Chinka. Tutejsze "wielorybki" to przy niej prawie modelki z paryskich wybiegów. Chinka mówi po angielsku z takim akcentem, że gdy pierwszy raz ją usłyszałem, to prawie zawyłem ze śmiechu. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem. Jest też ... niewidomy chłopak. Z wyglądu przypomina Marka Grechutę. Z tym, że Marka Grechutę tak gdzieś góra dwa tygodnie przed zejściem. Do tego trochę chyba cofnięty jest... Co oczywiście nie znaczy, że nie jest sympatycznym młodym człowiekiem.
Ostatnio - tydzień po tygodniu - wyszła z domku para ... Aaaa... zapomniałbym, było jeszcze lokalne wydanie Sylwestra Stallone wraz z małżonką. Małżonka siedzi jeszcze w domu, "Sly" wylazł. ... wracając do przerwanej myśli - wyszła para. najpierw ona, potem on. Ona wyraźnie chciała go dosiąść nawet na wizji, on troszku się wzbraniał. Ale tylko troszku, bowiem dzisiaj na okładce jednego z brukowców znalazłem takie oto story. Prawda, że ślicznie i ładnie wyglądają :)
Nie mogłem się powstrzymać i napisałem całą tą historyjkę tylko po to, by pokazać, ile jeszcze lat świetlnych dzieli polskie brukowce od brytyjskich. W przypadku innych rodzajów mediów przepaść jest podobna, albo i większa - bo od zbierania sensacji i walenia po oczach takimi właśnie historiami są brukowce właśnie, zaś rzetelna informacja to inne pole - niestety upłynąć musi jeszcze sporo wody w Wiśle, by Polacy dostali informacje, a nie kreowaną rzeczywistość. Obojętnie przez kogo i w jaki sposób. Oczywiście, Brytole też nie są idealni, ale różnica jest mniej więcej taka jak między polską a angielską piłką nożną. Niby to samo, ale jednak zupełnie co innego.

3 komentarze:

Robert Górecki pisze...

Ale co Cię podkusiło żeby oglądać ichnine BB? Zaczynam się o Ciebie poważnie martwić ;)

maciazz pisze...

Szymas, widzę, że Ci się na wyspach podoba. Wokół sami sympatyczni młodzi ludzie, a i media jakieś takie bliższe ludziom ;). Well...

Krzyżak w Ulsterze pisze...

Hehehehe... Cóż, to troche przypomina wciąż wizytę w zoo. Dlatego taka "soczewka" jak BB jest jeszcze większą zabawą. No a ci sympatyczni młodzi ludzie w Londynie np pasjami lubią do siebie postrzelać lub sprawdzać, czy mają dobrze naostrzone noże - więc nie przesadzajmy, że jest jak w bajce. Na szczęście maja dieriewnia to nie London.
No a co do mediów, to kto jest właścicielem twej fabryki azbestu, Maciazz, a ;)?