22.05.2008

Glory Glory Man United!



Pamiętam wieczór sprzed dziewięciu lat, kiedy Manchester United w ostatnich sekundach meczu upokorzył w finale Ligi Mistrzów pewnych siebie graczy Bayernu Monachium. Wczoraj wieczorem znów Czerwone Diabły uraczyły mnie horrorem z happy endem. A ostateczny tryumf oglądało się tym przyjemniej, że zdecydowana większość tutejszych kibicowała właśnie podopiecznym Sir Alexa.
Gdy wyskoczyliśmy w przerwie ze szwagrem po kebabiory, przed knajpami było czerwono od koszulek kibiców, którzy wykorzystywali kwadrans na kilka papierosów - wiadomo, w pubach i innych lokalach nie wolno palić, a oglądanie takiego widowiska bez "dymka" może być dla palaczy naprawdę ciężkie...
A kiedy Edwin van der Sar odbił strzał Anelki (swoją drogą z Mateuszem przewidzieliśmy, że Cristiano nie strzeli - na szczęście później Terry ostemplował słupek; a gdy do piłki podszedł rozkapryszony francuski gwiazdorek byliśmy też przekonani, że to właśnie TERAZ) krzyk radości niósł się długo i daleko. Zresztą do późnej nocy - czyli w zasadzie najdalej do 2, bo potem zapalają światło i kończą imprezę - przed knajpami w Bangorze i Belfaście było bardzo wesoło.
Z okołomeczowych smaczków: rzuty karne, chyba czwarta seria. Do Mateusza dzwoni Jajko - znajomy rodak (o "naszej" ulicy napiszę niedługo). Pracuje na drugą zmianę i robiący z nim Irlandczycy poprosili go, by się dowiedział jaki jest wynik. No i Mateusz na żywo komentował Jajku przez telefon co się dzieje, a ten od razu tłumaczył stojącym wokół niego Irolom. Wybuchu radości nie było, bo akurat tam większość kibicowała Chelsea. Ale w sumie trochę śmieszne, że tutejsi nie mieli do kogo uderzyć po wynik...
A tak to dzisiaj wyglądało w gazetach: szacowny The Times poświecił moskiewskiemu meczowi 11 kolumn. Daily Mirror - z fajnym tytułem "I`m van der Star" - 9, a The Sun - 10. Generalnie na czołówkach w zasadzie wszystkich gazet był "Finał Stulecia". I w sumie trudno się temu dziwić. Nam pozostaje tylko zazdrościć, bo samo wejście polskiej drużyny do Ligi Mistrzów, a to, że kiedykolwiek w jakkolwiek odległej przyszłości w takim finale zagrają dwie polskie drużyny jest równie prawdopodobne co.... hm.... może jak trafienie szóstki w totka 10 razy pod rząd.

2 komentarze:

elżbieta pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
elżbieta pisze...

Oglądając mecz nasuwa się pytanie: DLACZEGO nasza liga jest taka do niczego? Ten mecz to istny deszczowiec - dreszczowiec.